PBT Rozgrzewka 200 - długi sprawdzian w środku przeprowadzki

WyścigiŁukasz Mikrut26 maja 2026

Na PBT Rozgrzewka 200 odhaczałem jeden z celów na 2026: długi wyścig, w tle przeprowadzka, do tego nowy rower i domowe węglowodany zamiast żeli. Plan był prosty - nie dojechać się. W praktyce wyszło niecałe 186 km: przyjemna pierwsza połowa w towarzystwie, potem trochę mocniejsze tempo, żeby sprawdzić nowości.

PBT Rozgrzewka 200 - długi sprawdzian w środku przeprowadzki

PBT Rozgrzewka 200 - długi sprawdzian w środku przeprowadzki

Cel „200 km" wpisałem sobie do planu na 2026 jeszcze pod koniec 2025 roku. PBT Rozgrzewka pojawiła się w kalendarzu wcześnie i tym lepiej - mogłem zająć się tym tematem na początku sezonu, zamiast nosić go w głowie przez kolejne miesiące. 25 kwietnia o 9:00 ruszyła fala z PreZero Arena w Gliwicach. Miałem za sobą już dwa starty na Polish Bike Tour, więc trasy z grubsza znałem: dużo szutrów premium spiętych asfaltem, technicznie łatwo, pod kątem ścigania przyjemnie. Sam dystans 200 km na takim profilu nie wyglądał na coś, co mnie wywróci.

Problem leżał po stronie życia poza rowerem. Wyścig zbiegł się z przeprowadzką. Przed startem pakowałem rzeczy i myślałem już o tym, ile trzeba będzie przewieźć po mecie. Forma była taka sobie - zrobiłem tyle, na ile dało się wygospodarować czas, na pół gwizdka, ale jednak. Zsumowało się tego sporo: nowy rower, nowy sposób jedzenia, najdłuższy dystans w moim kalendarzu i ten kontekst za plecami. Plan na ten start był prosty: nie dojechać się. Organizator zaplanował 200 km, a GPS pokazał niecałe 186 - siłą rzeczy było trochę łatwiej, niż obiecywał plan.

W towarzystwie, potem trochę mocniej

Przed startem umówiłem się z innym zawodnikiem na wspólny, spokojniejszy początek - żeby nie zajechać się na pierwszych kilometrach. Trasa na starcie ma subtelny podjazd, po którym jedzie się tak płynnie, że nachylenia praktycznie nie czuć. Łatwo na nim wejść w zbyt mocne tempo. Trochę w to weszliśmy, potem zwolniliśmy i przez pierwszą część dnia jechaliśmy w mniej wyścigowym tempie. Przyjemnie - można było pogadać o różnych rowerowych sprawach, a przy planie „nie dojechać się" to akurat pasowało.

Po około 80 km postanowiłem trochę przyspieszyć. Chciałem sprawdzić się na własnym tempie i zweryfikować nowości: rower, mieszankę węglowodanów, najdłuższy dystans w moim kalendarzu. Drugą część wyścigu cisnąłem do mety na miarę tego, co miałem w nogach i w planie startu.

Na mecie było 41. miejsce z około 90 na starcie, jazda trwała niecałe 8 godzin i 10 minut, średnia kołowała się w okolicach 23 km/h. Przewyższenia z grubsza tysiąc dwieście metrów w górę i podobnie w dół. Tętno trzymało się w okolicach 150-155, pod koniec skakało wyżej. Pogoda od 15 do 26 stopni - sucho, ciepło, szutry w super stanie. Kompilację z trasy wrzuciłem na YouTube - kilka fragmentów i telemetria, żeby poczuć tempo i te szutrowe autostrady nie tylko z opowieści.

Postojów było niewiele - z GPX wychodzi kilka minut łącznie, ledwo zauważalne w skali całego dnia. W ruchu jechałem trochę szybciej niż średnia z całego wyścigu, bo przerwy prawie nie psuły tempa.

Nowe Rondo i domowe węglowodany zamiast żeli

To był pierwszy start na Rondo RUUT CF1 G2. Poprzedni Rondo RUUT AL0 zrobił swoją robotę i przyszedł czas na zmianę. Na nowym rowerze miałem przejechane zaledwie kilkaset kilometrów, ale już te kilka treningów wystarczyło, żebym czuł, że ten sprzęt do mnie pasuje. Po całym dniu na szutrze mogę powiedzieć, że CF1 spisało się rewelacyjnie i jest bardzo wygodne - oceniam to w kontekście poprzedniego AL0, nie jako uniwersalną recenzję wszystkich rowerów świata.

Przy okazji 200 km zmieniłem też strategię odżywiania. Na wcześniejszych startach jechałem na żelach SIS, tym razem przeszedłem na domową mieszankę węglowodanów: koncentrat maltodekstryny i fruktozy w bidonach. Dorzuciłem też 2 batony energetyczne. Mieszanki nie miałem okazji w pełni przetestować na tak długim dystansie - na krótszych przejazdach czułem, że to może się sprawdzić, ale 200 km było pierwszym dłuższym sprawdzianem. Wyszło dobrze: siła trzymała się w miarę równo do końca, pod sam koniec zmęczenie dało się odczuć, ale to raczej dystans i końcówka, nie problem z paliwem.

Po mecie

Trasa była bardzo fajna - ten sam typ jazdy, który lubię na PBT od debiutu na setce. Ten start był dla mnie sprawdzianem kilku rzeczy naraz: cel na 200 km, nowe Rondo, domowe węglowodany. Wspólna jazda na początku dała spokojny start i mile spędzony czas w towarzystwie; przyspieszenie w drugiej połowie pomogło to wszystko zweryfikować, nie robiąc z dnia wielkiego wysiłku wyścigowego. Tego dnia maksimum nie było celem - było odhaczyć jeden z celów na 2026 po przeprowadzce i przy formie taka sobie.

Przeprowadzka, słabsza forma i decyzja „nie dojechać się" to był rozsądny kompromis na ten konkretny start - i w ramach realizacji celu 200 km w sezonie to mi wystarczy.

Wszystkie kategorie bloga

Dieta
Odżywianie na długie dystanse: co sprawdza się u mnie na trasie, domowe mieszanki i strategie na wiele godzin w siodle.
Wyścigi
Relacje ze startów gravelowych i ultra: jak poszło na trasie, warunki dnia, ubiór, odżywianie w trakcie wyścigu i rower, na którym jechałem. Od pojedynczych startów po podsumowania całego sezonu.
10 wpisów
Treningi
Jak buduję formę przez sezon: plany, tygodnie na rowerze i wnioski z dziennika treningowego.
Sprzęt
Rowery, komponenty i setup gravelowy: osobne wpisy o ramach, oponach i zmianach w sprzęcie, którym jeżdżę na co dzień.
1 wpis