Sezon 2025 - 8234 km od jazdy bez planu do świadomego treningu

TreningiŁukasz Mikrut23 lipca 2026

W 2025 roku przejechałem 8234,6 km i wystartowałem w siedmiu wyścigach gravelowych. Przez większość sezonu jeździłem bez planu, a jesienią zacząłem eksperymentować z usystematyzowanymi treningami układanymi przy pomocy sztucznej inteligencji.

Sezon 2025 - 8234 km od jazdy bez planu do świadomego treningu

Na początku 2025 roku nie wiedziałem praktycznie nic o treningu kolarskim.

Nie miałem trenera, długoterminowego planu ani wiedzy o tym, jak powinien wyglądać dobrze przepracowany tydzień czy miesiąc. Miałem za to rower, coraz większą ochotę na jazdę i pierwsze wyścigi, które powoli pojawiały się w moim kalendarzu.

Dwanaście miesięcy później miałem za sobą 213 jazd, 8234,6 kilometra i prawie 386 godzin spędzonych w siodełku. Do tego doszło siedem startów gravelowych.

Dopiero patrząc na cały rok z perspektywy, zrozumiałem, że sezon 2025 był jednym wielkim treningiem.

Przez większość czasu dość chaotycznym. Pod koniec znacznie bardziej świadomym.

Na początku po prostu jeździłem

Nie rozpocząłem sezonu od książki o treningu.

Nie zapisałem się do trenera i nie rozpisałem kalendarza startów z dokładnie zaplanowanymi okresami budowania formy.

Po prostu wsiadałem na rower.

Czasami chciałem przejechać konkretną trasę. Innym razem sprawdzić, czy potrafię pojechać dalej niż wcześniej. Zdarzało się też, że o wyjściu decydowała wyłącznie dobra pogoda, wolne popołudnie albo zwykła ochota na jazdę.

Nie zastanawiałem się szczególnie nad tym, czy dana aktywność rozwija wytrzymałość, czy powinienem pojechać mocniej, czy może właśnie potrzebuję odpoczynku.

Jazda była jazdą.

Kilometry były kilometrami.

Im więcej ich zbierałem, tym większe miałem przekonanie, że robię postęp.

Pierwszy wyścig zmienił sposób myślenia

Pierwsza poważniejsza myśl o treningu pojawiła się dopiero wtedy, kiedy zapisałem się na wyścig.

15 marca 2025 roku wystartowałem w PBT Rozgrzewka100.

Nagle nie chodziło już tylko o to, gdzie pojadę w weekend. Pojawiło się inne pytanie: co zrobić, żeby podczas wyścigu nie rozjechać się całkowicie już w pierwszej części trasy?

Nie oznaczało to jeszcze, że od razu zacząłem trenować świadomie. Nie stworzyłem planu i nie zmieniłem całego sposobu jazdy.

Zacząłem jednak patrzeć na kolejne przejazdy trochę inaczej.

Wyścig przestał być abstrakcyjnym wydarzeniem gdzieś w przyszłości. Stał się konkretnym sprawdzianem tego, co przez poprzednie tygodnie robiłem na rowerze.

Pierwszy start zakończyłem na 52. miejscu wśród 173 zawodników.

Nie był to wynik, po którym można było ogłaszać narodziny nowego talentu polskiego kolarstwa.

Nie było również źle.

Przede wszystkim ukończyłem pierwszy gravelowy wyścig i dostałem punkt odniesienia. Od tego momentu mogłem porównywać nie tylko kolejne kilometry, ale również to, jak radzę sobie na tle innych zawodników.

Wszystko trafiało do tej samej skarbonki

Mimo pierwszego startu mój sezon nadal nie przypominał uporządkowanego programu treningowego.

Jeździłem na wiele różnych sposobów.

Czasami był to dojazd do pracy. Innym razem wychodziłem na rower z zamiarem wykonania konkretnego treningu. Zdarzały się również jazdy dla samej przyjemności, bez patrzenia na wynik i bez większego celu.

Były przejazdy ze znajomymi, kolejne wyścigi oraz wyprawy nastawione na odkrywanie nowych kwadratów w aplikacji Squadrats.

Odkrywanie kwadratów potrafiło prowadzić mnie w miejsca, do których bez aplikacji prawdopodobnie nigdy bym nie trafił. Nie zawsze były to trasy szybkie, wygodne albo szczególnie logiczne.

Czasami ważniejszy od średniej prędkości był niewielki fragment mapy, którego jeszcze nie udało mi się pokolorować.

Dzisiaj nie nazwałbym każdej z tych jazd dobrym treningiem.

Nie każda miała konkretny cel. Nie każda rozwijała formę w taki sam sposób. Niektóre były po prostu transportem, inne rozrywką, a jeszcze inne próbą sprawdzenia własnych możliwości.

Wtedy jednak nie rozdzielałem ich na poważne i nieważne.

Wszystko trafiało do tej samej skarbonki kilometrów, czasu spędzonego w siodełku i nowych doświadczeń.

Najpierw były po prostu kilometry

Przez większą część sezonu nie realizowałem żadnego długoterminowego planu. Po prostu regularnie wsiadałem na rower i zbierałem kolejne kilometry.

Rok zakończyłem z wynikiem 8234,6 km przejechanych podczas 213 jazd. Łącznie uzbierało się również 48 304 metrów przewyższeń i 385 godzin 49 minut spędzonych w siodełku.

a6c528c3-1123-4313-b63b-8457a41ec00f-2025-dystans-podumowanie-processed.webp

Najwięcej kilometrów zrobiłem w marcu - 976,1 km. Niewiele mniej przejechałem w październiku, który zamknąłem wynikiem 966,5 km.

Przez większość roku miesięczny dystans utrzymywał się na stosunkowo wysokim poziomie. Od stycznia do października żaden miesiąc nie zakończył się wynikiem niższym niż 637 km.

Wyraźny spadek pojawił się dopiero w listopadzie i grudniu.

Te liczby dobrze pokazują regularność, ale nie oznaczają, że każda jazda była częścią przemyślanego treningu. To zaczęło zmieniać się dopiero pod koniec sezonu.

Pierwsza próba bardziej uporządkowanego treningu

Z czasem zacząłem eksperymentować z bardziej usystematyzowanymi treningami.

Nie korzystałem wtedy z pomocy trenera. Plany i pojedyncze jednostki układałem sobie przy wsparciu sztucznej inteligencji, podając jej informacje o swoich możliwościach, wcześniejszych jazdach i celach.

Nie był to profesjonalny plan treningowy prowadzony przez cały sezon. Traktowałem go raczej jako eksperyment i próbę wprowadzenia większego porządku do jazdy.

Najbardziej konsekwentny okres przypadł na wrzesień i październik 2025 roku.

Po raz pierwszy część jazd zaczęła mieć wyraźnie określony cel. Zamiast za każdym razem po prostu wsiadać na rower i decydować o intensywności w trakcie, próbowałem realizować wcześniej ustalone treningi.

Zacząłem zwracać większą uwagę na to, kiedy jechać spokojnie, kiedy wykonać mocniejszą jednostkę i jak nie zamieniać każdej jazdy w próbę poprawiania średniej prędkości.

Nie zawsze realizowałem wszystko idealnie.

Trenowałem głównie na zewnątrz, więc na przebieg jazdy wpływały trasa, ruch, pogoda i ukształtowanie terenu. Utrzymanie dokładnie założonej intensywności nie zawsze było możliwe.

Mimo to był to pierwszy etap sezonu, w którym moje jeżdżenie zaczęło przypominać bardziej uporządkowany trening.

Siedem startów gravelowych

W sezonie 2025 wystartowałem w siedmiu wyścigach.

Wyścig Pozycja
PBT Rozgrzewka100 - 15.03.2025 52 / 173
SG Series Głogów Małopolski - 12.04.2025 60 / 84
Gravel w Puszczy 40 km - 11.05.2025 50 / 95
SG Series Grąziowa - 19.07.2025 48 / 64
SGS Krempna - 20.09.2025 43 / 91
PBT Rozjazd 100 - 04.10.2025 20 / 116
Wataha Ultra Race DDP - 25.10.2025 16 / 129

Wyniki nie poprawiały się równą linią.

Po pierwszym starcie na 52. miejscu spośród 173 zawodników przyszedł wyścig w Głogowie Małopolskim, gdzie byłem 60. na 84 osoby.

W lipcu w Grąziowej zająłem 48. miejsce wśród 64 zawodników.

Nie wyglądało to jak klasyczna historia, w której każdy kolejny start kończy się lepszym wynikiem, a wykres formy przez cały rok prowadzi idealnie do góry.

Tak nie było.

Wyraźniejsza zmiana pojawiła się dopiero pod koniec sezonu, czyli w okresie, w którym zacząłem trenować nieco bardziej świadomie.

Na PBT Rozjazd 100 zająłem 20. miejsce wśród 116 zawodników. Kilka tygodni później podczas Wataha Ultra Race DDP ukończyłem wyścig na 16. miejscu wśród 129 startujących.

Nie jestem w stanie stwierdzić, jak duży wpływ na te wyniki miały treningi układane z pomocą sztucznej inteligencji.

Końcówka sezonu była również efektem wszystkich kilometrów przejechanych od początku roku, kolejnych doświadczeń wyścigowych i coraz lepszego poznawania własnych możliwości.

Trudno jednak całkowicie pominąć fakt, że najlepsze wyniki pojawiły się właśnie wtedy, kiedy po raz pierwszy próbowałem nadać treningom konkretną strukturę.

Nie był to dowód na skuteczność idealnego planu.

Był to raczej pierwszy sygnał, że sama regularność daje podstawę, ale uporządkowanie jazdy może pomóc lepiej wykorzystać wykonaną wcześniej pracę.

Forma nie rosła prostą linią

Łatwo spojrzeć na końcowe liczby i uznać, że 8234 kilometry musiały oznaczać systematyczny rozwój.

W rzeczywistości forma nie rosła w taki sposób.

Nie każda jazda była udana. Nie po każdym miesiącu czułem się mocniejszy. Kolejne wyścigi nie zawsze przynosiły lepsze miejsca.

Sam dystans również nie mówi wszystkiego.

Sto kilometrów spokojnej jazdy ze znajomymi nie jest tym samym co sto kilometrów przejechanych na wyścigu. Dojazd do pracy daje inny bodziec niż dłuższa samotna trasa. Jazda po nowe kwadraty może wymagać wysiłku, ale jej celem nie jest przygotowanie organizmu do konkretnego startu.

Przez większą część 2025 roku wrzucałem te wszystkie aktywności do jednego worka.

Eksperymenty z bardziej uporządkowanymi treningami pod koniec sezonu zaczęły mi pokazywać, że można dużo jeździć, ale nie zawsze trenować skutecznie.

Nie oznacza to jednak, że wcześniejsze kilometry były bezwartościowe.

Każdy kolejny przejazd poprawiał moje obycie z rowerem. Uczyłem się spędzać więcej czasu w siodełku, radzić sobie na różnych nawierzchniach i funkcjonować podczas dłuższego wysiłku.

Wrześniowe i październikowe treningi nie powstały w próżni. Mogły zadziałać właśnie dlatego, że opierały się na fundamencie budowanym przez cały wcześniejszy sezon.

215 103 kcal w bardziej obrazowej skali

W podsumowaniu sezonu pojawiła się również liczba 215 103 aktywnych kilokalorii spalonych podczas jazdy.

Brzmi imponująco, ale bez punktu odniesienia pozostaje dość abstrakcyjna.

6277372c-4537-4935-aad0-27add0fdeb87-kalorie_rower_2025_porownanie-processed.webp

Dlatego przeliczyłem ją orientacyjnie na kilka popularnych produktów. To mniej więcej tyle energii, ile zawiera 226 pizz margherita, 295 paczek chipsów, 428 Big Maców, 638 porcji średnich frytek albo 2151 półlitrowych piw bezalkoholowych.

Nie oznacza to oczywiście, że mogłem bez konsekwencji zjeść te wszystkie produkty.

Wartość spalonych kalorii wyliczana przez urządzenia również nie jest idealnym pomiarem laboratoryjnym. To jedynie szacunek oparty między innymi na czasie, intensywności oraz danych użytkownika.

Porównanie ma przede wszystkim pokazać skalę energii zarejestrowanej podczas całego sezonu.

Co dał mi sezon bez jednego planu

Dzisiaj nie próbowałbym przekonywać nikogo, że najlepszym sposobem budowania formy jest przejechanie ponad ośmiu tysięcy kilometrów bez większej struktury.

Można trenować mądrzej.

Można lepiej rozłożyć obciążenie, wyraźniej oddzielić mocne jazdy od lekkich i świadomiej przygotowywać się do najważniejszych startów.

Mój sezon nie był jednak całkowicie pozbawiony planowania. Jego końcówka stała się pierwszym eksperymentem z treningami układanymi przy pomocy sztucznej inteligencji.

Nie zastąpiło to trenera ani pełnego zrozumienia zasad treningu.

Dało mi jednak punkt wyjścia i pokazało różnicę między zwykłym zbieraniem kilometrów a jazdą wykonaną z określonym celem.

Sezon 2025 dał mi coś, czego nie dałaby mi sama teoria.

Punkt odniesienia.

Zobaczyłem, jak mój organizm reaguje na regularną jazdę. Przekonałem się, że forma nie pojawia się po jednym dobrym treningu. Zacząłem również rozumieć, że plan nie musi być idealny, żeby wprowadzić do jazdy więcej porządku.

Przede wszystkim wyrobiłem regularność.

Wsiadanie na rower przestało być czymś, do czego musiałem się specjalnie mobilizować. Stało się normalną częścią tygodnia.

A bez regularności nawet najlepszy plan pozostałby tylko dokumentem zapisanym na komputerze.

8234 kilometry fundamentu

Nie nazwę sezonu 2025 dobrze zaplanowanym treningiem.

Było w nim za dużo przypadkowości, żeby tak o nim mówić.

Nie był to jednak również sezon całkowicie pozbawiony prób bardziej świadomej pracy. Wrzesień i październik pokazały mi, że potrafię nie tylko dużo jeździć, ale również realizować treningi z wcześniej ustalonym celem.

Te 213 jazd dało mi pierwsze doświadczenia treningowe, siedem okazji do sprawdzenia się na wyścigach i ponad 8234 kilometry poznawania własnych możliwości.

Na początku roku nie wiedziałem, jak trenować.

Pod koniec nadal nie wiedziałem wszystkiego.

Miałem już jednak pierwsze doświadczenia zarówno z całkowicie spontaniczną jazdą, jak i z treningiem uporządkowanym przy pomocy sztucznej inteligencji.

Najważniejszą lekcją nie było to, że trzeba po prostu jeździć jak najwięcej.

Była nią świadomość, że regularne kilometry budują podstawę, ale odpowiednia struktura może pomóc zamienić tę podstawę w lepszą formę.

Sezon 2025 był jednym wielkim treningiem.

Przez większość czasu chaotycznym.

Pod koniec trochę bardziej świadomym.

I zdecydowanie nie bez efektów.

Dzięki, że dotarłeś aż tutaj

Dzięki za przeczytanie tego podsumowania.

Sezon 2025 był dla mnie początkiem bardziej świadomego podejścia do treningu. W kolejnych wpisach będę wracał do konkretnych treningów, błędów, zmian w podejściu i tego, co rzeczywiście zaczęło przynosić efekty.

Mam nadzieję, że znajdziesz w tych doświadczeniach coś przydatnego również dla siebie.